fullscreen
90 kilo czystej prozy: Fabryka Snów

90 kilo czystej prozy: Fabryka Snów

01/03/2014 Surfmag - 01/2014

90 kilogramów prozy

 

Gdy dowiedziałem się, że Surfmag pójdzie w papier, podskoczyłem pod sufit. Wreszcie, po tylu latach posuchy w windsurfingowo-wodnym świecie wydawniczym, będziemy mieć coś do poczytania na tronie!  Bo tak jak świetny i pełen informacji jest internet, tak magazyny są dla mnie niezastąpione. Może jestem trochę dinozaurem, ale myśle, że wiele osób z „mojego” pokolenia, tak jak ja na magazynach po prostu się wychowało. I nie mówię tu o podkradaniu świerszczyków tacie w wieku 13 lat. Raczej mówię tu o biblijnym wręcz uwielbieniu dla rzeczy wydrukowanych na błyszczącym papierze i granicząca z pewnością wiara w ich nieomylność. Wiadomo, człowiek dorasta, edukuje się, poznaje świat i ten ostatni aspekt troszeczkę się zaciera, bo przecież na wiele tematów mam dużo więcej wiedzy niż 10 lat temu i już jakąś wyrobioną opinię. Ale tak czy siak to co znajdzie się na wspomnianym błyszczącym papierze ma jakąś nadaną wagę i dłuższe, kilkutygodniowe życie, czego w internecie tak bardzo brakuje. Może i jestem trochę magazynowym zboczeńcem (i znów nie chodzi tu o świerszczyki!), bo magazyny uwielbiam i kupuje na potęgę wszędzie gdzie nie pojadę, ale zaryzykuje tezę, że w dobie 10-minutowego życia informacji, magazyny potrzebne są nam bardziej niż kiedykolwiek.

W czasach moich windsurfingowych początków magazyny „Deska” oraz „Windsurfing” a wraz z nimi katalogi producentów sprzętu były swoistym kontaktem z wielkim, wodnym światem i ukształtowały mnie jako wielkiego fana naszego sportu. Do dziś mam tego chyba z tonę, przeplatane nielicznymi numerami niemieckiego Surfa, który był wtedy chyba najpotężniejszym medium w windsurfingowym świecie i brytyjskiego Boardsa, którego w Polsce dostać było nie sposób. Stamtąd wziąłem swoich wczesnych idoli – Josha Stone’a, Francisco Goyę, Ricardo Campello czy Jasona Polakowa. Stamtąd wziąłem PWA, jako marzenie, że może kiedyś chociaż zobaczę na żywo takie zawody. Stamtąd wziąłem firmy, w których teamie marzyłem o byciu i firmy których nie lubiłem. Stamtąd zamówiłem (a raczej zrobił to mój tata) swoje pierwsze filmy windsurfingowe na VHS, które oglądałem w kółko i pamiętam do dziś, mimo, że dwa z trzech zostały gdzieś pożyczone i nigdy nie wróciły. Stamtąd wziąłem marzenia, żeby kiedyś być kimś takim jak goście z tych magazynów. Były one dla mnie swoistą fabryką snów.

Przewińmy taśmę o ponad 10 lat do przodu, do czasów kryzysu przemysłu wydawniczego (a który przemysł nie jest teraz w kryzysie?), gdy „Deska”, „Windsurfing”  i później wydawany „Surf It!” są tylko wspomnieniami. Czasów, w których internet i wodne portale są tak pełne informacji, że ciężko odróżnić lansujących się „wannabe’s” od prawdziwych idoli, bo obie te grupy są jednakowo zapominane następnego dnia rano, gdy pojawiają się nowe newsy. Czasów, w których autor tych oto wypocin spełnił wiele ze swoich dziecięcych marzeń. Tylko, że bez magazynów tych marzeń by w ogóle nie było. Bez mojej małej fabryki snów nie byłoby mnie dziś tu, gdzie jestem.

Więc nie wiem czy jesteście sobie w stanie wyobrazić jak bardzo podekscytowany jestem, że po tylu latach, będziemy znów mieć magazyn. I jak bardzo zajarany jestem, że mogę doń przyłożyć ze dwa swoje brudne paluszki. Mam nadzieję, że mimo iż przez 10 lat rzeczywistość zmieniła się tak bardzo, Surfmag stanie się dla nowego pokolenia, tym czym tamte magazyny były dla mnie, a nogi od podudź w dół zdrętwieją Wam przy każdym posiedzeniu, bo zasiedzieliście się czytając ‘maga, tak jak mi to się zdarza prawie codziennie przy australijskim „Tracksie” czy „Surfing Life”. Na koniec chciałem rzucić jakiś podniosły, mądry tekst o nowej „fabryce snów”, ale nie bardzo byłem w stanie wpaść na cokolwiek, co nie zabrzmiałoby turbo-pretensjonalnie więc sobie odpuszczę. Poza tym nie mając pojęcia co będzie w środku poza „90kilo…”, sam jestem cholernie ciekawy czy fabryka faktycznie będzie produkowała marzenia, czy tylko podróbki rodem z Państwa Środka.. Nie pozostało nam nic jak trochę poczekać i samemu się przekonać.  

 

Maciek Rutkowski – urodził się w 1991 w Słupsku. 3-krotny Mistrz Świata kategorii juniorskich i młodzieżowych, zdobywca Młodzieżowego Pucharu Świata. Obecnie jedyny Polak w Pucharze Świata PWA oraz 5-ty zawodnik Mistrzostw Świata w Slalomie. Wspierany przez firmy: Patrik, Point-7, Quiksilver.